Ks. Subocz dla KAI: Polacy są szczodrzy w okazywaniu miłosierdzia

Dzieł miłosierdzia nie czyni się „na rozkaz”. To proces wzrastania. Choć polskie społeczeństwo wciąż uczy się tego miłosierdzia, jest zarazem otwarte i szczodre w jego okazywaniu. Wierzę, że przy mądrej formacji, jeszcze wiele dokona się na tym polu – mówi w rozmowie z KAI ks. prał. Marian Subocz, podsumowując dziesięcioletni okres kierowania dziełem Caritas Polska.

Dorota Abdelmoula (KAI): Księże Prałacie, od wielu lat obserwuje Ksiądz zaangażowanie charytatywne i dzieła miłosierdzia podejmowane przez Polaków. Czy tworzymy społeczeństwo, które jest skore do dzielenia się z innymi, czy wciąż się tego uczymy?

Ks. Marian Subocz: W pewien sposób wciąż uczymy się dawania miłosierdzia, co nie znaczy, że nie jesteśmy hojni. To konsekwencja czasów komunizmu, kiedy trudniej było ogłaszać w kościołach zbiórki dla ubogich i bezdomnych, których, według komunistów, nie było w społeczeństwie. Kościół, nie mógł wówczas otwarcie działać poprzez Caritas, dlatego zaczęły się tworzyć parafialne zespoły charytatywne, które pomagały najbiedniejszym. Ich praca ograniczała się do rozdzielania darów i była to ważna nauka.

Kiedy w 1989 r. nastąpiła zmiana ustroju i pojawiła się nowa ustawa o stosunku Państwa do Kościoła, Caritas mogła reaktywować swoje struktury we wszystkich diecezjach. Rozpoczęliśmy niesienie pomocy także poza granicami kraju. Świadomość ludzi budzi się wraz z odzyskiwaniem wolności i dostrzeganiem, że są na świecie potrzebujący, ofiary wojen i kataklizmów. Człowiek dojrzewa do tego, że powinien dzielić się z innymi. Ważna jest też formacja, którą Kościół prowadzi w tym obszarze. Dzieł miłosierdzia nie czyni się „na rozkaz”. To proces wzrastania. Choć polskie społeczeństwo wciąż uczy się tego miłosierdzia, jest zarazem otwarte i szczodre w jego okazywaniu. Wierzę, że przy mądrej formacji, jeszcze wiele dokona się na tym polu.

Ponadto, jeśli porównamy polskie pensje z zarobkami na Zachodzie i w tym kontekście spojrzymy na naszą ofiarność, to zobaczymy, że jako Polacy jesteśmy bardzo hojni.

Duszpasterze towarzyszący młodzieży, która szykowała się do udziału w Światowych Dniach Młodzieży w Polsce, mówili wręcz, że jesteśmy wzorem wypełniania orędzia o Bożym Miłosierdziu. Jakimi konkretnie wzorami możemy się podzielić z innymi krajami?

Na pewno takim wzorem jest fakt, że Caritas troszczy się o formację i zachowanie chrześcijańskiego oblicza naszych działań. One nie są tylko filantropią, motywacja jest głębsza: ewangeliczna. To jest nasz wielki plus.

Ponadto kraje zachodnie otrzymują pomoc państwową na działania charytatywne, natomiast w Polsce, choć takie wsparcie także istnieje, w większości opieramy się na ofiarach przekazywanych przez wiernych, którzy często nie są majętni. Przykładem jest choćby czas powodzi w Polsce w 2010 r. kiedy zebraliśmy prawie 40 mln zł. z ofiar złożonych przez ludzi! Podobnie w przypadku zbiórki dla Haiti, kiedy zebraliśmy ok. 14 mln zł na pomoc ofiarom trzęsienia ziemi. Podobnych przykładów jest wiele: Nepal, Japonia, czy aktualny program „Rodzina Rodzinie” realizowany w Syrii. Motywacja ewangeliczna i zaangażowanie wiernych – to nasze plusy.

Spróbujmy podsumować skalę pomocy, udzielanej za pośrednictwem Caritas w Polsce.

Caritas w Polsce jest dziś jedną z największych organizacji charytatywnych w kraju. Istotne jest to, że naszą działalnością obejmujemy człowieka od urodzenia aż do naturalnej śmierci. Począwszy od okien życia, w których uratowaliśmy już 90 istnień ludzkich i od domów samotnej matki, funkcjonujących w każdej diecezji, dzięki czemu kobieta która spodziewa się dziecka, nie musi się bać. Troszczymy się o dzieci, m.in. poprzez akcję Tornister Pełen Uśmiechów, czy Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom. Dzięki naszemu wsparciu ok. 40 tys. dzieci może wypoczywać w czasie wakacji w 50 diecezjalnych ośrodkach Caritas oraz w wynajmowanych na ten czas obiektach.

Nie ograniczamy się tylko do pomocy dzieciom polskim. Po wybuchu w Czarnobylu przyjęliśmy na wakacje ok. 15 tys. dzieci z tamtych terenów. Także fundusze zbierane poprzez sprzedaż świec wigilijnych częściowo przeznaczamy na pomoc dzieciom z krajów ubogich, w tym roku na Syrię.

Pomagamy także rodzinom, osobom starszym, niepełnosprawnym, bezdomnym. Prowadzimy m.in. świetlice socjoterapeutyczne dla dzieci i świetlice dla seniorów. W Polsce działają 44 Caritas diecezjalne i ok. 5 tys. Parafialnych Zespołów Caritas – zatem są one obecne w co drugiej polskiej parafii.

Mamy 100 tys. wolontariuszy, blisko 1000 ośrodków pomocy w Polsce i szkolne koła Caritas – jedyne w Europie. A zaczynaliśmy od zera. Rocznie obejmujemy pomocą ok. 1 mln osób. Ważne jest też to, że mamy swoje centrum, w którym prowadzimy formację i edukację, a także udostępniamy je innym. Wydajemy także kwartalnik, ponadto na naszej stronie internetowej działa platforma pomocy, dzięki której możemy odpowiedzieć na potrzeby wielu osób, które zwracają się do nas w potrzebie.

Nie ograniczamy się do pomocy materialnej, ale – co bardzo ważne troszczymy się o formację, m.in. poprzez materiały formacyjne dla szkolnych kół, tygodnie miłosierdzia i rekolekcje dyrektorów i dla parafialnych zespołów Caritas. Jesteśmy też aktywnymi członkami Caritas Europa i Caritas Internationalis. Jako Caritas Polska jesteśmy obecni w kilkudziesięciu krajach Afryki, Azji i na wschodzie Europy, m.in. na Białorusi i Ukrainie. Tych przykładów jest bardzo wiele.

Ważne jest też to, że od kilkunastu lat prowadzimy naszą działalność wspólnie z Diakonią i z Eleos, pokazując w ten sposób otwartość Kościoła w Polsce i otwartość Caritas: dla nas ta współpraca, to zarazem prawdziwa przyjaźń. Nawet niedawno wspólnie zasadziliśmy na Mazurach ekumeniczne drzewko nazwane „Zacheusz”.

Obecnie przygotowujemy także Obserwatorium Caritas. List intencyjny został już podpisany z Uniwersytetem Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Instytutem Statystyki Kościoła Katolickiego i Katolicką Agencją Informacyjną. Chcemy stać się grupą opiniotwórczą: badać pewne zjawiska, dotyczące osób starszych, czy niepełnosprawnych, także pod kątem naszych działań miłosierdzia i regularnie przedstawiać opinii publicznej wyniki tych badań, komentarze i pewne propozycje. Mamy nadzieję, że ta działalność rozpocznie się jesienią.

Jakie wyzwania, czy też: trudności stoją dziś przed chcącymi włączać się w działalność charytatywną?

Myślę, że niepotrzebne jest „straszenie” Polaków obcokrajowcami. Być może z tego względu, że nie obcowaliśmy z nimi tak, jak przedstawiciele innych krajów, np. Niemiec, Francji czy Włoch, mamy mniejsze doświadczenie wzajemnych kontaktów. Musimy jednak pamiętać, że po 1989 r. przyjmowaliśmy Czeczenów i uchodźców z Bośni. W 1993 r. pierwsza zbiórka pomocy dla Bośni była dla nasz szokiem: przeliczyliśmy zebraną kwotę na marki: uzbieraliśmy 800 tys. marek! Wówczas wysłaliśmy do Bośni 2 pociągi po 20 wagonów węgla, bo to była najpilniejsza potrzeba.

Jak zatem połączyć tę chęć niesienia pomocy z pojawiającymi się obawami? Mam na myśli np. te, związane z przyjęciem uchodźców?

Chrześcijaństwo jest bardzo jasne: Chrystus powiedział: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, mnieście uczynili”. Pomagania przybyszom uczy nas Pismo Święte: Abraham wyszedł z ziemi Ur do Ziemi Obiecanej, Mojżesz wyprowadzał Izraelitów z niewoli egipskiej do Ziemi Obiecanej. Chrystus sam był uchodźcą, musiał uciekać do Egiptu, bo groziła mu śmierć.

Myślę, że ponieważ nie znamy „obcego”, odczuwamy przed nim lęk. Ale przecież kiedy trwała wojna w Czeczenii, 70 tys. uchodźców przeszło przez Polskę i nic się nikomu nie stało. Część z nich wróciła do swojego kraju, część udała się na Zachód, jeszcze inni zostali w Polsce. Myślę, że trzeba mówić ludziom prawdę. Chociażby tę, że dzieci, kobiety i mężczyźni, którzy uciekają z Syrii przed wojną – to nie są terroryści. Dziś także ekologia ma ogromne znaczenie: jeżeli w Afryce nie ma wody, a ludzie umierają z głodu, to staje się przyczyną ucieczki.

My także, chociażby w czasie II Wojny Światowej byliśmy w Libanie, w Indiach, mieliśmy tam swoje kaplice. W czasie stanu wojennego wiele krajów nam pomagało, by byliśmy w trudnej sytuacji. Część osób uciekała: m.in. do Niemiec, Francji. Także dziś wyjeżdżamy do Stanów Zjednoczonych, czy na zachód Europy, np. na studia, czy w poszukiwaniu pracy. Współczesne społeczeństwo się przemieszcza i także my powinniśmy być otwarci.

Ciągłe straszenie sprawia, że społeczeństwo boi się obcych, którzy do nas przyjdą. A przecież widzimy ich na ulicach: m.in. przybyszów z Afryki, Hindusów. Razem z nimi razem studiujemy, część z nic wykłada na naszych uniwersytetach. Oczywiście, trzeba zawsze dokładnie skontrolować tego, kto przyjeżdża, to zadanie odpowiednich służb i władz.

Zatem prośbę, którą papież Franciszek wypowiedział w Polsce: by przyjmować uchodźców, powinniśmy potraktować dosłownie?

Stanowisko Kościoła jest bardzo jasne. Przewodniczący KEP abp Stanisław Gądecki i bp Krzysztof Zadarko, odpowiedzialny za sprawy migrantów, bardzo jasno powiedzieli: jesteśmy gotowi. Chcieliśmy stworzyć korytarze humanitarne, polegające na tym, by z danego kraju, z którego ludzie uciekają przed wojną, jak Syria, Liban, sprowadzać nie tysiące osób, ale najbardziej poszkodowanych, np. potrzebujących leczenia.

Oczywiście, nie możemy przyjąć wszystkich, to zrozumiałe. Ale korytarz humanitarny pomógłby pomóc najbardziej potrzebującym przetrwać do końca wojny. Jestem przekonany, że duża część społeczeństwa jest gotowa do takiej współpracy.

Zatem przypomnijmy: korytarze humanitarne i relokacja uchodźców znajdujących się w Europie, to dwa niezależne projekty?

To są dwie zupełnie różne sprawy. To jasne, że państwo musi dbać o swoich obywateli, o bezpieczeństwo naszego narodu i ojczyzny. Tym bardziej, że dziś terroryzm trudno jest kontrolować. Terrorysta może przylecieć samolotem z dwiema złotymi kartami bankowymi i „kupić sobie”, kogo zechce. Dlatego każdego, kto miałby przyjechać, należy dokładnie zweryfikować. Od tego są też różnego rodzaju służby i siły państwowe.

Nauka Kościoła wyraźnie mówi, że człowiek ma prawo wybrać sobie miejsce na ziemi, w którym chce żyć bezpiecznie i zapewnić swoim dzieciom przyszłość.

Pomimo pewnych niezrealizowanych projektów, po 10 latach kierowania Caritas Polska towarzyszy Księdzu niedosyt, czy raczej poczucie satysfakcji?

Niedosyt jest zawsze. Jednak z drugiej strony, cieszę się, że Caritas zachowała linię kościelną, nie poszła w stronę biznesu. Mimo różnych propozycji i nacisków udało się zachować ten kościelny wymiar i przeszliśmy przez okres różnych przemian bardzo spokojnie. Z tego powodu jestem szczęśliwy.

Cieszę się, także, że wykształciły się profesjonalne kadry, że Caritas Polska i Caritas diecezjalne działają profesjonalnie, dzięki pracy świetnie przygotowanych fachowców. Ponadto nie staliśmy się „Caritas agresywną”. Współpracujemy z mediami i rządem, szanując inne organizacje w Polsce. Nie daliśmy się uwikłać w żadne rozgrywki: przekazując na aukcję WOŚP lampkę oliwną w kształcie gołąbka pokoju, pokazaliśmy, że w Polsce jest miejsce dla każdego, kto chce działać charytatywnie i że z każdym, kto będzie przestrzegał naszych wartości, będziemy chętnie współpracowali.

Musimy pamiętać, że jako ludzie doświadczamy miłosierdzia od Boga. Jeśli, jako ludzie słabi grzeszni, niedoskonali, otrzymujemy największy dar, jakim jest miłosierdzie Boga wobec człowieka, to nie możemy nie być miłosierni. Miłosierdzie, jakie Bóg okazał każdemu z nas, powinno pobudzać nas do czynienia miłosierdzia wobec drugiego człowieka. Pięknie mówił o tym św. Jan Paweł II w Łagiewnikach w 2002 r., przypominając o iskrze miłosierdzia, która ma wyjść od nas na cały świat.

Księże Prałacie, czy odrobiliśmy tę „lekcję miłosierdzia”, którą wówczas zadał nam papież?

Myślę, że ciągle ją odrabiamy i nigdy nie odrobimy jej do końca. Siewca sieje, lecz ziarno rośnie powoli. Nie zbiera się plonów w ciągu jednego dnia. Głęboko wierzę w piękne owoce, także duchowe podejmowanych dzieł. Zło jest krzyczące, podczas gdy dobro jest ciche i rozlewa się jak rzeka. Zło słychać bardziej, ale w społeczeństwie jest więcej dobra niż zła.

Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiała Dorota Abdelmoula